Lękowy styl przywiązania -skąd się bierze i czy można go zmienić?

Artykuł przybliża, czym jest lękowy styl przywiązania, skąd się bierze i jak może wpływać na nasze związki oraz inne bliskie relacje. Pokazuję w nim, dlaczego potrzeba bliskości może łączyć się z silnym lękiem przed odrzuceniem lub porzuceniem i jak można rozumieć te reakcje z perspektywy Gestalt. Piszę również o tym, czy lękowy styl przywiązania można zmienić, jak może w tym pomóc psychoterapia i jak odróżnić własny lęk od sygnałów, że to sama relacja nie daje nam poczucia bezpieczeństwa.

30 września, 2026
Anna Przybyszewska

Lękowy styl przywiązania -skąd się bierze i czy można go zmienić?

Do napisania tego artykułu skłoniło mnie to, jak często spotykam osoby, które bardzo pragną bliskości, a jednocześnie właśnie w ważnych dla siebie relacjach doświadczają silnego lęku. Niepokój pojawia się, gdy druga osoba się oddala, potrzebuje więcej przestrzeni, rzadziej się odzywa albo zachowuje się inaczej niż zwykle. Czasem wystarczy drobna zmiana, by pojawiły się pytania: „Czy zrobiłem coś nie tak?”, „Czy nadal jestem ważna?”, „A jeśli mnie zostawi?”. Chcę więc przyjrzeć się bliżej lękowemu stylowi przywiązania, temu skąd się bierze, jak wpływa na nasze relacje i czy można go zmienić.

Czym jest lękowy styl przywiązania i jak go rozpoznać?

Nie każda potrzeba bliskości czy niepokój, gdy partner się oddala, oznaczają lękowy styl przywiązania. Potrzebujemy innych ludzi, chcemy czuć się ważni, kochani i mieć pewność, że bliska osoba jest przy nas. Trudność pojawia się wtedy, gdy nawet niewielki dystans zaczyna być przeżywany jako zagrożenie dla relacji. Osoba z lękowym stylem przywiązania może bardzo uważnie obserwować zachowanie partnera i szybko zauważać nawet niewielkie zmiany. To, co dla kogoś innego nie miałoby większego znaczenia, może uruchamiać niepokój i pytania: „Czy coś się zmieniło?”, „Może już mu na mnie nie zależy?”, „Czy zrobiłam coś nie tak?”. Czasem trudno wtedy zająć się czymkolwiek innym, dopóki nie pojawi się sygnał, że w relacji wszystko jest w porządku.

Za tymi reakcjami często kryje się silny lęk przed odrzuceniem lub porzuceniem. Człowiek pragnie bliskości, a jednocześnie bardzo boi się jej utraty. Może więc częściej szukać kontaktu, potrzebować potwierdzania uczuć, źle znosić konflikty albo rezygnować z własnych potrzeb w obawie, że postawienie granicy zagrozi relacji. Bywa też odwrotnie, napięcie jest tak duże, że pojawia się złość, pretensje czy próba odzyskania bliskości poprzez konflikt.
Warto jednak pamiętać, że lękowy styl przywiązania nie jest diagnozą ani stałą cechą osobowości. To raczej utrwalony sposób przeżywania bliskich relacji i reagowania w sytuacjach, w których więź wydaje się zagrożona. Żeby zrozumieć, dlaczego właśnie tak próbujemy chronić ważną dla nas relację, trzeba przyjrzeć się temu, jak nasze pierwsze doświadczenia bliskości kształtowały się dużo wcześniej.

Skąd bierze się lękowy styl przywiązania?

Lękowy styl przywiązania nie pojawia się nagle w dorosłym związku. Jego źródeł zwykle szuka się dużo wcześniej -w pierwszych relacjach z osobami, od których jako dzieci byliśmy zależni.

Według teorii przywiązania Johna Bowlby’ego dziecko od początku potrzebuje nie tylko opieki fizycznej, ale również poczucia, że ważna dla niego osoba jest dostępna i że można do niej wrócić po uspokojenie, pocieszenie i bezpieczeństwo. Kiedy coś je przestraszy, zaboli albo przytłoczy, naturalnie szuka kontaktu z opiekunem. To nie jest „nadmierna potrzeba bliskości”, ale podstawowy mechanizm służący przetrwaniu i regulowaniu napięcia.

Jeżeli opiekun jest zazwyczaj dostępny i w miarę przewidywalny, dziecko stopniowo uczy się, że kontakt można stracić na chwilę, ale nie oznacza to utraty relacji. Rodzic może wyjść z pokoju, być zajęty czy przez moment mniej dostępny, a jednak wraca. Z czasem pojawia się doświadczenie: „nie zawsze jesteśmy blisko, ale więź nadal istnieje”.

Inaczej dzieje się wtedy, gdy dostępność opiekuna jest mniej przewidywalna. Raz odpowiada on na potrzeby dziecka szybko i z czułością, innym razem jest emocjonalnie nieobecny, zajęty, przeciążony albo reaguje dopiero wtedy, gdy dziecko bardzo intensywnie domaga się kontaktu. Nie musi to wynikać z braku miłości. Czasem rodzic sam przeżywa trudności, jest przemęczony, przytłoczony albo ma problem z rozpoznawaniem emocjonalnych potrzeb dziecka.

Dziecko nie potrafi jednak tego w ten sposób wyjaśnić. Nie myśli: „mama ma dziś trudny dzień” albo „tata jest przeciążony”. Odbiera przede wszystkim własne doświadczenie: czasami bliskość jest, a czasami jej nie ma i nie wiadomo, kiedy wróci.

W takiej sytuacji bardzo naturalnie zaczyna jeszcze uważniej obserwować opiekuna. Sprawdza jego nastrój, reaguje na oddalenie, silniej sygnalizuje swoje potrzeby. Można powiedzieć, że jego system przywiązania staje się bardziej czujny. Skoro nie ma pewności, czy kontakt będzie dostępny, warto zrobić wszystko, żeby go nie stracić.

To właśnie Mary Ainsworth opisywała później jako lękowo-ambiwalentny wzorzec przywiązania. Dziecko bardzo potrzebuje bliskości, silnie reaguje na rozłąkę, a kiedy opiekun wraca, nie zawsze potrafi szybko się uspokoić. Chce kontaktu, ale jednocześnie jest w nim dużo napięcia. Jakby samo bycie blisko nie wystarczało jeszcze do odzyskania poczucia bezpieczeństwa.

Warto spojrzeć na ten mechanizm nie jak na coś niewłaściwego, ale jak na sposób przystosowania. Bliskie jest mi tutaj myślenie Stephena M. Johnsona, który opisuje style funkcjonowania człowieka jako odpowiedź na warunki, w których rozwijała się jego relacja z otoczeniem. Dziecko korzysta z takich sposobów, jakie są dla niego dostępne. Jeśli większa czujność, silniejsze wołanie o kontakt czy podporządkowywanie się zwiększają szansę na utrzymanie relacji, właśnie te strategie mogą się utrwalać.

Z perspektywy Gestalt można nazwać to twórczym przystosowaniem. To, co z zewnątrz może później wyglądać jak nadmierne przywiązanie, zazdrość czy potrzeba ciągłego potwierdzania uczuć, kiedyś mogło mieć bardzo konkretny sens: pomagało dziecku zachować kontakt z ważną osobą i poradzić sobie z niepewnością.

Problem pojawia się dopiero później, gdy dawny sposób reagowania zaczyna automatycznie uruchamiać się w dorosłych relacjach. Partner nie odpisuje przez kilka godzin, potrzebuje pobyć sam albo ma gorszy dzień, a w człowieku pojawia się napięcie podobne do tego, które kiedyś towarzyszyło niepewności: „czy nadal jestem ważna?”, „czy on wróci?”, „czy ta relacja jest bezpieczna?”

Dlatego lękowy styl przywiązania można rozumieć jako utrwalony sposób chronienia więzi w sytuacji niepewności. Kiedyś pomagał zachować relację. W dorosłym życiu może jednak sprawić, że nawet zwykły dystans czy różnica potrzeb zaczynają być przeżywane jak zagrożenie.

Jak lękowy styl przywiązania wpływa na związek i relacje?

W związku lękowy styl przywiązania często staje się najbardziej widoczny wtedy, gdy relacja jest naprawdę ważna. Im bardziej zależy nam na drugiej osobie, tym większy może pojawić się lęk przed jej utratą. Bliskość daje poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie może uruchamiać lęk przed porzuceniem i odrzuceniem.

Osoba z lękowym stylem przywiązania bywa bardzo wyczulona na sygnały płynące od partnera. Krótsza wiadomość, inny ton głosu, potrzeba pobycia samemu czy brak kontaktu przez kilka godzin mogą uruchomić lawinę myśli: Dlaczego nie odpisuje? Czy jest na mnie zły? Może już mu nie zależy? Pojawia się potrzeba sprawdzenia, co się dzieje, rozmowy albo kolejnego zapewnienia, że między nami wszystko jest w porządku. Takie zapewnienie przynosi ulgę, ale często tylko na jakiś czas.

Z podobnego miejsca może brać się zazdrość. Nowa osoba w pracy partnera, jego dobra relacja z kimś innym czy większe zaangażowanie w sprawy niezwiązane ze związkiem mogą zostać odebrane jako zagrożenie. Pojawia się porównywanie z innymi, sprawdzanie, dopytywanie, a czasami potrzeba kontroli. Nie zawsze wynika to z braku zaufania do partnera. Często głębiej znajduje się obawa: „ktoś inny okaże się ważniejszy i przestanę być potrzebna”.

Lęk przed utratą relacji wpływa również na sposób przeżywania konfliktów. Dla jednej osoby kłótnia jest trudnym momentem, po którym można ochłonąć i wrócić do rozmowy. Dla osoby z lękowym stylem przywiązania konflikt może oznaczać znacznie więcej – możliwość rozpadu związku. Dlatego trudno jej zakończyć rozmowę i wrócić do niej następnego dnia. Może potrzebować rozwiązania sprawy natychmiast, podążać za partnerem, który chce się wycofać, wielokrotnie wracać do tego samego tematu albo pytać: „ale nadal mnie kochasz?”.

Czasem dzieje się też coś pozornie przeciwnego – osoba, która najbardziej boi się porzucenia, sama zaczyna mówić o rozstaniu albo pierwsza kończy relację. Kiedy pojawia się dystans i niepewność, może być jej łatwiej odejść, niż czekać na to, że zostanie odrzucona. „Jeśli odejdę pierwsza, to ty mnie nie zostawisz” staje się sposobem na odzyskanie poczucia kontroli. Zdarza się też, że słowa „to może się rozstańmy” pojawiają się podczas kłótni nie dlatego, że osoba rzeczywiście chce zakończyć związek, ale dlatego, że potrzebuje sprawdzić: „czy mnie zatrzymasz?”, „czy nadal jestem dla ciebie ważna?”.

W relacji łatwo może wtedy powstać błędne koło. Im bardziej jedna osoba boi się utraty kontaktu i próbuje go odzyskać, tym bardziej druga może czuć się przytłoczona i potrzebować dystansu. Im bardziej partner się oddala, tym większy pojawia się lęk. Jedna osoba próbuje więc podejść jeszcze bliżej, a druga jeszcze bardziej się wycofuje. Z czasem oboje mogą mieć poczucie, że to zachowanie partnera jest źródłem problemu, choć w rzeczywistości znaleźli się w powtarzającym się sposobie reagowania na siebie.

Lęk przed porzuceniem nie zawsze jednak prowadzi do zazdrości, kontroli czy burzliwych konfliktów. Czasem przyjmuje znacznie mniej widoczną postać. Osoba zaczyna rezygnować z siebie, żeby chronić relację. Nie mówi, że jest zła. Zgadza się, choć chciałaby odmówić. Dostosowuje swoje plany, unika stawiania granic, nie mówi o swoich potrzebach, ponieważ gdzieś w tle pojawia się obawa: „jeżeli będę zbyt wymagająca, on odejdzie”. Cena za utrzymanie bliskości może być wtedy wysoka – z czasem coraz trudniej rozpoznać, czego samemu się chce i potrzebuje.

Z perspektywy Gestalt szczególnie ważne staje się pytanie: co dzieje się ze mną, kiedy czuję, że druga osoba się oddala? Czy potrafię zauważyć swój lęk i powiedzieć partnerowi: „boję się, że cię stracę”? Czy natychmiast próbuję zmniejszyć napięcie poprzez sprawdzanie, kontrolowanie, pretensje, grożenie odejściem albo przeciwnie – rezygnowanie z własnych potrzeb, byle tylko nie narazić relacji?

Lękowy styl przywiązania a potrzeba bliskości – perspektywa Gestalt

Z perspektywy Gestalt problemem nie jest sama potrzeba bliskości. Potrzebujemy innych ludzi, więzi, miłości i poczucia, że jesteśmy dla kogoś ważni. Jednocześnie w dobrej relacji potrzebujemy czegoś, co na pierwszy rzut oka może wydawać się przeciwieństwem bliskości – odrębności. Możliwości pozostania sobą, posiadania własnych potrzeb, zainteresowań, granic i własnego zdania.

W relacji cały czas poruszamy się pomiędzy kontaktem i wycofaniem. Zbliżamy się do siebie, rozmawiamy, dotykamy, dzielimy się tym, co przeżywamy, a potem każde z nas wraca do swoich spraw. Jedna osoba chce porozmawiać, druga potrzebuje chwili ciszy. Jednego wieczoru chcemy być razem, innego mamy ochotę spotkać się z przyjaciółmi albo pobyć sami. Wycofanie z kontaktu nie musi więc oznaczać odrzucenia. Jest naturalną częścią relacji i pozwala później ponownie spotkać się ze sobą.

Dla osoby z lękowym stylem przywiązania właśnie ten moment oddalenia może być szczególnie trudny. Kiedy partner potrzebuje przestrzeni, zajmuje się własnymi sprawami albo jest mniej dostępny emocjonalnie, łatwo pojawia się niepokój. Zamiast doświadczenia: „teraz jesteśmy osobno, ale nadal jesteśmy w relacji”, może pojawić się: „oddala się ode mnie, więc mogę go stracić”. Wtedy cała uwaga kieruje się na drugą osobę -co robi, co czuje, dlaczego się nie odzywa i czy nadal chce być blisko.

W Gestalt dużo uwagi poświęcamy granicy kontaktu – miejscu, w którym spotykają się dwie odrębne osoby. Żeby naprawdę spotkać drugiego człowieka, potrzebuję wiedzieć nie tylko, kim on jest, ale również kim jestem ja. Co czuję? Czego potrzebuję? Na co mam ochotę? Z czym się zgadzam, a na co nie chcę się zgodzić?

Przy silnym lęku przed porzuceniem ta granica może stawać się mniej wyraźna. Łatwiej wtedy powiedzieć „wszystko jedno”, choć wcale nie jest wszystko jedno. Zgodzić się na coś, czego nie chcemy. Zrezygnować ze spotkania, swoich planów czy własnego zdania, żeby uniknąć napięcia. Czasami człowiek tak bardzo koncentruje się na tym, czego potrzebuje partner, że przestaje zauważać własne potrzeby. Bliskość zaczyna być budowana kosztem siebie.

Dlatego w Gestalt bliskość nie oznacza zlania się z drugim człowiekiem. Możemy być bardzo blisko i jednocześnie się różnić. Mogę kochać partnera i nie zgadzać się z nim. Mogę potrzebować jego obecności i jednocześnie chcieć pobyć sama. Mogę usłyszeć „nie” i nadal czuć się ważna. Mogę też powiedzieć „nie”, nie traktując tego jako zagrożenia dla związku.

To rozumienie bliskości dobrze oddaje myśl, że kontakt jest możliwy właśnie dlatego, że istnieją dwie odrębne osoby. Gdy cały czas próbuję dopasować się do partnera, przewidywać jego potrzeby i unikać wszystkiego, co mogłoby wywołać jego niezadowolenie, mogę wprawdzie zachować pozorny spokój w związku, ale coraz mniej jest w nim prawdziwego spotkania. Partner spotyka wtedy przede wszystkim moje przystosowanie, a nie mnie.

Dojrzała bliskość nie polega więc na tym, że jesteśmy cały czas razem i zawsze chcemy tego samego. Możemy się do siebie zbliżać i od siebie oddalać, nie tracąc przy tym ani relacji, ani samych siebie. To właśnie możliwość pozostania sobą w kontakcie z drugim człowiekiem daje przestrzeń do prawdziwego spotkania.

Czy lękowy styl przywiązania można zmienić? Jak pomaga psychoterapia?

Lękowy styl przywiązania nie jest czymś, z czym musimy pozostać na całe życie. Wzorce budowania relacji kształtowały się przez wiele lat, więc ich zmiana również potrzebuje czasu. Nie oznacza to jednak, że mamy przestać potrzebować bliskości albo stać się całkowicie niezależni od innych. Chodzi raczej o to, żeby bliskość nie wiązała się z ciągłym lękiem, że za chwilę ją stracimy.

Czasem wszystko dzieje się bardzo szybko. Partner nie odpowiada na wiadomość, pojawia się napięcie, za chwilę myśl: „coś jest nie tak”. Potem przychodzi potrzeba napisania kolejnej wiadomości, sprawdzenia, wyjaśnienia sytuacji albo przeciwnie – wycofania się, zanim zrobi to druga osoba. W psychoterapii możemy trochę zwolnić ten moment i zobaczyć, co właściwie się wtedy z nami dzieje.

Jako psychoterapeutka Gestalt zwracam uwagę nie tylko na myśli, ale również na to, co dzieje się w ciele. Gdzie pojawia się napięcie, kiedy partner się oddala? Co się ze mną dzieje, kiedy nie odpowiada? Czuję złość, smutek, strach, bezradność? Czego w tej chwili potrzebuję? Czasami dopiero kiedy zatrzymamy się przy tym doświadczeniu, okazuje się, że pod zazdrością czy pretensją znajduje się coś znacznie bardziej kruchego: „boję się, że przestanę być ważna”, „boję się, że zostanę sama”.

Ważne jest dla mnie również to, jak dana osoba wchodzi w kontakt z drugim człowiekiem i jak się z niego wycofuje. Czy potrafi powiedzieć wprost, czego potrzebuje? Co dzieje się z nią, kiedy słyszy odmowę? Czy może pozostać przy swoim zdaniu, kiedy partner myśli inaczej? A może szybko się dopasowuje, rezygnuje z własnych granic i zaczyna bardziej zajmować się potrzebami drugiej osoby niż swoimi?

Nie chodzi przy tym o proste wskazówki: „nie pisz do niego”, „nie sprawdzaj”, „daj partnerowi przestrzeń”. Bardziej interesuje mnie: po co człowiek to robi i przed czym próbuje się w ten sposób ochronić? Zachowania, które dzisiaj utrudniają tworzenie bliskiej relacji, często kiedyś miały swój sens. Pomagały radzić sobie z niepewnością, utrzymać kontakt albo chronić się przed odrzuceniem. Kiedy zaczynamy je zauważać i rozumieć, możemy sprawdzać, czy nadal ich potrzebujemy.

Szczególne znaczenie ma tutaj sama relacja terapeutyczna. Dla osoby, która nauczyła się, że bliskość może być niepewna, doświadczenie bezpiecznej i akceptującej relacji może być czymś nowym. Bo przecież w terapii również pojawiają się różnice. Można poczuć złość, frustrację, wstyd, mieć ochotę się wycofać albo bać się oceny. Można powiedzieć terapeucie: „jestem na ciebie zła”, „nie zgadzam się”, „poczułam się niezrozumiana” czy „boję się, co o mnie pomyślisz” – i przekonać się, że kontakt nadal jest możliwy.

Z czasem buduje się doświadczenie: mogę pozostać sobą i jednocześnie być w bliskiej relacji. Nie muszę zasługiwać na bliskość, stale jej kontrolować ani rezygnować z własnych potrzeb, żeby jej nie stracić.

Lęk przed odrzuceniem nie znika oczywiście z dnia na dzień. Możemy jednak wcześniej go zauważać i nie podążać automatycznie za tym, co nam podpowiada. Zatrzymać się. Sprawdzić, co się ze mną dzieje, czego naprawdę potrzebuję i dopiero wtedy zdecydować, jak chcę zareagować.

Partner może potrzebować przestrzeni, a ja nie muszę od razu odczytywać tego jako zapowiedzi rozstania. Możemy się pokłócić i nadal być dla siebie ważni. Mogę postawić granicę i nie zakładać, że zostanę przez to odrzucona. Mogę tęsknić i potrzebować drugiego człowieka, a jednocześnie dobrze czuć się sama ze sobą.

W psychoterapii nie próbujemy więc pozbyć się potrzeby bliskości. Uczymy się budować ją tak, żeby w relacji z drugim człowiekiem było miejsce również dla nas samych.

A co, jeśli nie wiem, czy to mój lęk, czy ta relacja nie jest dla mnie?

Rozpoznanie u siebie lękowego stylu przywiązania czasem przynosi ulgę. Wreszcie coś zaczyna być bardziej zrozumiałe. Ale może też pojawić się inna wątpliwość: „A może to ja przesadzam? Może gdybym nie miała tego lęku, wszystko byłoby w porządku?” I tutaj warto uważać, żeby wiedza o własnym stylu przywiązania nie zaczęła służyć do podważania własnych uczuć i potrzeb.

Bo nie każdy niepokój w związku wynika z lękowego stylu przywiązania. Partner może rzeczywiście być emocjonalnie niedostępny. Może unikać rozmów, znikać bez wyjaśnienia, raz bardzo się zbliżać, a potem wycofywać. Może nie dotrzymywać ustaleń albo po prostu nie chcieć takiego zaangażowania, jakiego my potrzebujemy. Wtedy lęk nie musi być wyłącznie echem przeszłości. Może mówić również o tym, czego doświadczamy w tej konkretnej relacji.

Dlatego zamiast za każdym razem mówić sobie: „to tylko mój lękowy styl, muszę nad nim pracować”, dobrze jest przyjrzeć się temu, co dzieje się pomiędzy mną a drugą osobą. Jak czuję się przy tym człowieku przez większość czasu? Czy mogę mówić o swoich potrzebach? Co się dzieje, kiedy stawiam granicę? Czy druga osoba jest zainteresowana tym, co przeżywam? Czy po konflikcie potrafimy znowu się spotkać? Czy jest między nami miejsce zarówno na bliskość, jak i na odrębność?

Czasem pomaga bardzo proste rozróżnienie: co wiem, a czego się obawiam? Partner mówi: „potrzebuję dzisiaj pobyć sam”, a we mnie natychmiast pojawia się: „już mnie nie kocha, zaraz odejdzie”. Być może lęk dopisał do tej sytuacji historię, której fakty na razie nie potwierdzają. Ale jeżeli partner regularnie znika, przez kilka dni nie odpowiada, unika rozmowy o przyszłości, raz deklaruje bliskość, a za chwilę się z niej wycofuje – wtedy mój niepokój jest odpowiedzią również na coś, co naprawdę dzieje się między nami.

I czasem prawdziwe są obie rzeczy naraz. Mogę mieć lękowy styl przywiązania i jednocześnie być z osobą, której sposób budowania bliskości ten lęk jeszcze bardziej uruchamia. Nie zawsze trzeba wtedy rozstrzygać: „kto z nas ma problem?”. Ważniejsze może być pytanie: „co dzieje się między nami i czy możemy stworzyć taką bliskość, która będzie wystarczająco dobra dla nas obojga?”

Psychoterapia nie powinna uczyć człowieka znoszenia każdej relacji. Może za to pomóc rozpoznać, co pochodzi z mojej historii, co dzieje się tutaj i teraz i czego naprawdę potrzebuję od bliskiego związku. Czasem prowadzi to do większego poczucia bezpieczeństwa w relacji, która już istnieje. A czasem do uznania, że mogę bardzo kochać drugą osobę, a jednak ta relacja nie daje mi tego, czego potrzebuję.

Co zrobić, jeśli rozpoznaję u siebie lękowy styl przywiązania?

Jeśli odnajdujesz siebie w tym opisie, nie chodzi o to, żeby od tej pory pilnować każdej swojej reakcji. Warto raczej zacząć przyglądać się sobie z większą ciekawością, szczególnie wtedy, kiedy w relacji robi się trudno.

  • Zobacz, co uruchamia Twój lęk. Może partner długo nie odpisuje, potrzebuje pobyć sam, jest mniej rozmowny niż zwykle albo między Wami pojawia się konflikt. Zauważ, co wtedy dzieje się w Twoim ciele i jakie myśli pojawiają się jako pierwsze.
  • Daj sobie chwilę, zanim zareagujesz. Kiedy pojawia się lęk, często chcemy natychmiast coś zrobić – napisać, zadzwonić, sprawdzić, wyjaśnić, a czasem nawet zagrozić rozstaniem. Spróbuj najpierw zatrzymać się przy sobie: Czego właściwie się teraz boję? Co wiem, a czego tylko się domyślam? Czego potrzebuję?
  • Spróbuj powiedzieć, co naprawdę czujesz. Za pretensją „w ogóle się mną nie interesujesz” może kryć się zupełnie inny komunikat: „kiedy długo nie mamy kontaktu, zaczynam się bać, że coś między nami się zmieniło”. O tym drugim zwykle znacznie łatwiej jest rozmawiać.
  • Nie rezygnuj z siebie dla spokoju w związku. Własne plany, przyjaciele, zainteresowania czy inne zdanie niż partnera nie są zagrożeniem dla bliskości. Sprawdzaj, czy potrafisz powiedzieć „nie”, poprosić o coś dla siebie i pozostać przy tym, co jest dla Ciebie ważne.
  • Nie zakładaj, że wszystko jest „Twoim lękowym stylem”. To szczególnie ważne. Czasami nasze wcześniejsze doświadczenia sprawiają, że reagujemy silniej, niż wymaga tego obecna sytuacja. Ale czasami druga osoba naprawdę jest nieprzewidywalna, wycofuje się, nie chce rozmawiać albo nie daje nam takiej bliskości, jakiej potrzebujemy. Warto więc pytać nie tylko: „czy przesadzam?”, ale też: „czy dobrze mi w tej relacji?”
  • Jeśli ciągle wracasz do tego samego miejsca, warto przyjrzeć się temu w terapii. Zwłaszcza jeśli podobny lęk pojawia się w kolejnych związkach albo sprawia, że kontrolujesz, bardzo się dostosowujesz, odchodzisz pierwsza z obawy przed porzuceniem czy coraz bardziej tracisz kontakt z własnymi potrzebami.
Autor: Anna Przybyszewska
Jestem psycholożką, certyfikowaną psychoterapeutką Gestalt (certyfikat EAGT), psychoterapeutką Core Energetics w trakcie szkolenia, terapeutką Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (I i II stopień) oraz certyfikowaną trenerką FamilyLab Association.Jestem pasjonatką rozwoju osobistego i towarzyszenia innym w życiu w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami.
PODOBNE ARTYKUŁY
O AUTORZE
Anna Przybyszewska
Jestem psycholożką, certyfikowaną psychoterapeutką Gestalt (certyfikat EAGT), psychoterapeutką Core Energetics w trakcie szkolenia, terapeutką Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (I i II stopień) oraz certyfikowaną trenerką FamilyLab Association.Jestem pasjonatką rozwoju osobistego i towarzyszenia innym w życiu w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami.
Gotowa/y na pierwszy krok?
TAGI:
Przestrzeń Centrum Psychoterapii - profesjonalna pomoc psychologiczna i psychoterapia w Warszawie na Ursynowie.

Od 2005 roku wspieramy dzieci, młodzież, rodziców i dorosłych w odkrywaniu wewnętrznych zasobów, budowaniu autentycznych relacji i pełnym doświadczaniu życia. Psychoterapia indywidualna, warsztaty i grupy wsparcia w bezpiecznej, przyjaznej przestrzeni.
+48 608 074 839
Przestrzeń Centrum Psychoterapii
Ul. Przy Bażantarni 13 lok 61 B
02-793 Warszawa
© 2026 Przestrzeń Centrum Psychoterapii. Wszelkie prawa zastrzeżone.