Granice, których nie widać. Jak nauczyć się mówić „nie” bez poczucia winy
Zdarza się, że mówimy „tak”, choć w środku pojawia się wyraźne „nie”. Ktoś o coś prosi, czegoś oczekuje, na coś naciska. A my zgadzamy się szybko. Czasem prawie automatycznie. Jeszcze zanim w ogóle zdążymy poczuć, czy naprawdę tego chcemy. Dopiero później przychodzi napięcie, rozdrażnienie albo zmęczenie. Czasem też pojawia się dobrze znane pytanie: „Dlaczego znowu […]
30 kwietnia, 2026
Anna Przybyszewska
Zdarza się, że mówimy „tak”, choć w środku pojawia się wyraźne „nie”.
Ktoś o coś prosi, czegoś oczekuje, na coś naciska. A my zgadzamy się szybko. Czasem prawie automatycznie. Jeszcze zanim w ogóle zdążymy poczuć, czy naprawdę tego chcemy. Dopiero później przychodzi napięcie, rozdrażnienie albo zmęczenie. Czasem też pojawia się dobrze znane pytanie: „Dlaczego znowu się na to zgodziłam?” albo „Dlaczego nie powiedziałem, że nie chcę?”.
Brzmi znajomo?
Znam to z gabinetu jako coś, co często powtarza się w codziennych relacjach. Nie dlatego, że ktoś jest „za słaby” albo nie wie, czym są granice. Raczej dlatego, że bardzo chce utrzymać kontakt, nie zawieść, nie sprawić przykrości, nie narazić się na czyjeś niezadowolenie, odrzucenie albo konflikt.
I właśnie wtedy kontakt z własnym „nie” staje się trudny.
W psychoterapii Gestalt zatrzymujemy się właśnie przy takich momentach. Nie tylko przy tym, co ktoś mówi. Także przy tym, co dzieje się w ciele, w emocjach, w napięciu między „chcę być blisko” a „nie chcę znowu siebie pominąć”. Granice nie są po to, żeby odgrodzić się od ludzi murem. Przynajmniej nie o takie granice mi tu chodzi. Bardziej o takie miejsce, w którym mogę być z Tobą, ale nie znikać z własnego pola widzenia.
Dlatego powiedzenie „nie” zwykle nie zaczyna się od znalezienia idealnego zdania. Zaczyna się wcześniej. Od tego małego momentu, kiedy czuję napięcie, ale jeszcze próbuję je zignorować. Od oporu, który pojawia się w środku. Od potraktowania serio tego, co mówi: „nie chcę”, „to dla mnie za dużo”, „potrzebuję inaczej”.
Dlaczego tak trudno powiedzieć „nie”, nawet kiedy czuję, że czegoś nie chcę?
Czasem trudność nie polega na tym, że nie wiemy, czego chcemy. Przeciwnie. Bywa, że nasze „nie” pojawia się bardzo wyraźnie. Ciało często pokazuje to szybciej niż słowa. Ramiona się spinają. Brzuch się zaciska. Oddech robi się płytszy. Czasem jest po prostu niechęć. Albo taki ruch do tyłu w środku: „nie, ja tego nie chcę”.
A jednak mimo to mówimy „tak”.
Dzieje się tak często wtedy, gdy ważniejsze od kontaktu ze sobą staje się dla nas utrzymanie kontaktu z drugim człowiekiem. W takiej chwili mocniej słyszymy cudze oczekiwanie niż własną granicę. Bardziej sprawdzamy, czego ktoś od nas chce, niż to, co naprawdę jest możliwe po naszej stronie.
Bywa, że odmowa nie jest przeżywana jak zwykłe „nie”. Bardziej jak ryzyko. Że ktoś się obrazi. Odsunie. Powie albo chociaż pomyśli: „jaka ona egoistyczna”, „jaki on niewdzięczny”, „z nim zawsze jest trudno”. Czasem to ryzyko wydaje się tak duże, że zgoda pojawia się niemal odruchowo. Nie dlatego, że naprawdę chcemy się zgodzić, ale dlatego, że w tamtym momencie zgoda wydaje się bezpieczniejsza niż odmowa.
W języku Gestalt powiedziałabym, że człowiek zaczyna wtedy tracić kontakt ze sobą. Bardzo mocno idzie w stronę drugiej osoby: jej oczekiwań, jej reakcji, jej możliwego niezadowolenia. Oczywiście samo dostrojenie nie jest złe. Bez niego trudno byłoby być w relacji. Problem zaczyna się wtedy, kiedy dzieje się to kosztem własnych odczuć, potrzeb i granic. Kosztem odpoczynku, czasu z dziećmi, ważnej rozmowy, chwili ciszy albo spraw, które może nie są pilne, ale naprawdę mają znaczenie.
Wtedy zamiast żywego kontaktu pojawia się raczej przystosowanie. Najpierw jest szybka zgoda. Potem napięcie. A później próba przekonania siebie: „to nic takiego”, „jakoś dam radę”, „nie ma co robić problemu”.
Właśnie w takich momentach warto się zatrzymać i zapytać siebie: co właściwie mogłoby się wydarzyć, gdybym naprawdę powiedziała albo powiedział „nie”? Czego się obawiam? Czyjego niezadowolenia tak bardzo nie chcę spotkać? I co dzieje się ze mną, kiedy po raz kolejny odsuwam siebie na dalszy plan?
Bo czasem najtrudniejsze nie jest samo powiedzenie „nie”. Najtrudniejsze jest zobaczenie, jak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do unieważniania siebie.
Skąd bierze się poczucie winy, kiedy próbuję postawić granicę?
Poczucie winy potrafi pojawić się niemal natychmiast. Wystarczy odmówić, nie zgodzić się, nie wejść w coś, co wcześniej przyjmowaliśmy bez sprzeciwu, a w środku od razu robi się niespokojnie.
I wtedy w środku robi się tak, jakby samo zadbanie o siebie było czymś nie w porządku. Jakbym mówiąc „nie”, robiła komuś krzywdę. Zawodziła. Okazywała brak serca.
Często ta reakcja nie zaczyna się w tej jednej, konkretnej sytuacji. Ona ma dłuższą historię. Wiąże się z tym, czego nauczyliśmy się wcześniej o sobie, o bliskości, o tym, co wolno, a czego „nie wypada”. Jeśli przez długi czas troska o innych była ważniejsza niż kontakt z własnymi potrzebami, łatwo zacząć kojarzyć dbanie o siebie z egoizmem.
Wtedy „nie” przestaje być zwykłym słowem. Robi się z niego coś ciężkiego. Coś, czego niby nie powinno się mówić, bo będzie za ostre, za przykre, za bardzo „przeciwko komuś”. Czasem wystarczy postawić naprawdę niewielką granicę, żeby od razu odezwało się w środku: „nie wypada”, „przesadzam”, „lepiej się zgodzić”, „jestem egoistką”, „robię komuś przykrość”.
I czasem trudno już odróżnić, co jest poczuciem winy, a co lękiem. Bo pod spodem pojawia się obawa: „a jeśli ją zranię?”, „a jeśli on się odsunie?”, „a jeśli kogoś zawiodę?”. Uwaga przestaje być skierowana na to, co jest prawdziwe we mnie, a zaczyna krążyć wokół tego, jak zareaguje druga strona. Czy się obrazi? Czy pomyśli o mnie źle? Czy uzna mnie za osobę trudną? Czy przestanie mnie lubić?
W takich chwilach łatwo pomylić granicę z odrzuceniem. A to nie jest to samo.
A przecież odmowa nie musi być atakiem. Można pozostać w kontakcie i jednocześnie powiedzieć: „nie, tego nie chcę”. Można zadbać o siebie bez przekreślania drugiej osoby. Granica nie musi niszczyć relacji. Czasem wręcz przeciwnie — pomaga ją uczynić bardziej prawdziwą.
Kiedy w gabinecie pojawia się temat odmawiania, nie zaczynamy zwykle od szukania idealnego zdania, które można wypowiedzieć drugiej osobie. Najpierw przyglądamy się temu, co dzieje się w środku. Czy to rzeczywiście jest wina? A może bardziej lęk przed czyimś niezadowoleniem? Czy naprawdę zrobiłam albo zrobiłem coś złego? Czy może tylko próbuję być w zgodzie ze sobą, a to uruchamia stary niepokój?
To nie są pytania, na które odpowiada się szybko. Czasem trzeba przy nich pobyć. Ale właśnie tam często zaczyna wracać kontakt z tym, co moje.
Czasem poczucie winy pojawia się nie wtedy, gdy przekraczamy czyjąś granicę, ale wtedy, gdy wreszcie przestajemy przekraczać swoją. I to bywa bardzo poruszające. Szczególnie wtedy, gdy przez lata bardziej naturalne było dostosowanie niż odmowa. Bardziej znajome było ustępowanie niż pozostawanie przy sobie. Wtedy nawet małe „nie” może wydawać się czymś ogromnym.
Granica to nie odrzucenie drugiej osoby
Jednym z trudniejszych momentów w uczeniu się granic jest odkrycie, że odmowa nie musi oznaczać odrzucenia. Często obserwuję, jak mocno te dwie rzeczy potrafią się ze sobą pomieszać. Jeśli mówię „nie”, to jakbym mówiła: „nie jesteś dla mnie ważny”. Jeśli nie spełniam czyjejś prośby, to jakbym zawodziła całą relację.
A przecież granica może mówić coś zupełnie innego.
Może mówić: „to jest dla mnie ważne”. „Potrzebuję odpoczynku”. „Nie mam teraz na to przestrzeni”. „Chcę być z Tobą uczciwie, a nie zgadzać się wbrew sobie”.
Można kogoś kochać i nie chcieć spełnić jego prośby. Można być blisko i potrzebować osobnego zdania. Można troszczyć się o relację, a jednocześnie nie rezygnować z siebie za każdym razem, gdy druga osoba czegoś oczekuje.
To nie zawsze jest łatwe do przyjęcia. Zwłaszcza wtedy, gdy wcześniej bliskość kojarzyła się głównie z dostosowaniem. Z byciem miłą, pomocnym, dyspozycyjnym, zawsze gotowym zrozumieć drugą stronę. Wtedy własna granica może wydawać się czymś obcym, a nawet niebezpiecznym.
W psychoterapii często wracamy do tego rozróżnienia: czym jest odmowa, a czym jest odrzucenie? Co naprawdę komunikuję drugiej osobie, kiedy mówię „nie”? Czy mówię: „nie obchodzi mnie, co czujesz”? Czy raczej: „słyszę Cię, ale ja też muszę usłyszeć siebie”?
Granica nie musi być chłodna ani ostra. Nie musi zamykać rozmowy. Czasem właśnie dzięki niej przestajemy udawać, że wszystko jest w porządku — i kontakt robi się bardziej prawdziwy.
Co dzieje się w ciele, kiedy chcemy powiedzieć „nie”?
Zanim pojawi się jasna myśl, ciało często wie już wcześniej.
Napinają się ramiona. Zaciska się brzuch. Oddech robi się płytszy. Pojawia się zmęczenie, irytacja, ciężar albo chęć wycofania się. Możemy czuć, że coś w nas mówi: „stop”, nawet jeśli głowa jeszcze próbuje znaleźć rozsądne wytłumaczenie, dlaczego powinniśmy się zgodzić.
W podejściu Gestalt ciało nie jest dodatkiem do tego, co przeżywamy. Jest częścią naszego doświadczenia. Dlatego tak ważne jest, żeby nie pomijać tych drobnych sygnałów. One często pokazują granicę wcześniej niż słowa.
Nie chodzi o to, żeby każdą niechęć od razu zamieniać w odmowę. Chodzi raczej o to, żeby zacząć ją zauważać. Zatrzymać się na chwilę i sprawdzić: co się teraz ze mną dzieje? Czy naprawdę chcę powiedzieć „tak”? Czy może moje ciało już od jakiegoś czasu pokazuje mi, że to jest dla mnie za dużo?
Jeśli ktoś przez lata był skupiony głównie na innych, kontakt z ciałem może być czymś nowym. Na początku nie zawsze wiadomo, co oznacza napięcie albo ścisk. Czasem potrzeba czasu, żeby nauczyć się rozpoznawać własne sygnały i traktować je poważnie.
I czasem nie trzeba od razu wiedzieć, co z tym zrobić. Wystarczy na początku zauważyć: „coś we mnie się zatrzymuje”. „Coś się napina”. „Coś nie chce iść dalej”. Warto tego nie zignorować.
Jak rozpoznać swoje „nie”, zanim zgodzimy się automatycznie?
Według mnie często właśnie ten pierwszy moment jest najtrudniejszy. Ktoś pyta, prosi, proponuje, a odpowiedź pojawia się natychmiast. „Tak, jasne”. „Nie ma problemu”. „Oczywiście, pomogę”. Dopiero później przychodzi świadomość, że to wcale nie było takie oczywiste.
I tu przydaje się pauza. Nie jakaś wielka metoda. Raczej zwykła chwila między tym, że ktoś o coś prosi, a moją odpowiedzią. Moment, w którym nie trzeba od razu reagować, zgadzać się, tłumaczyć albo ratować sytuacji.
Czasem wystarczy bardzo proste zdanie. Na przykład: „Potrzebuję chwili, żeby to sprawdzić”. „Nie odpowiem od razu”. „Muszę zobaczyć, czy mam na to przestrzeń”
Dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do natychmiastowego dostosowania, już taka pauza może być dużą zmianą. Bo nagle pojawia się miejsce na siebie. Na sprawdzenie, czy zgoda jest prawdziwa, czy tylko automatyczna. To może być pierwszy moment, w którym naprawdę wracamy do siebie.
Czasem po tej chwili okaże się, że naprawdę chcę powiedzieć „tak”. I wtedy taka zgoda może być spokojniejsza, bardziej świadoma. A czasem pojawi się jasność, że jednak nie chcę, nie mogę, nie mam siły albo nie chcę brać na siebie kolejnej rzeczy.
Ważne jest to, że odpowiedź przestaje być odruchem. I wtedy łatwiej poczuć, że naprawdę mamy wpływ na swoją odpowiedź.
Jak mówić „nie” bez tłumaczenia się ponad miarę?
Po powiedzeniu „nie” często od razu chce się coś dopowiedzieć. Wytłumaczyć się, przeprosić, dodać kilka zdań, żeby druga osoba na pewno nie pomyślała o nas źle. Jakby samo „nie” było za mało albo jakby trzeba było je od razu usprawiedliwić.
Warto wtedy zauważyć, co się właściwie dzieje. Czy naprawdę chcę coś wyjaśnić, czy po prostu trudno mi wytrzymać napięcie po odmowie? Czasem krótkie: „nie mogę”, „nie chcę”, „to dla mnie za dużo” naprawdę wystarczy. Nie musi być idealnie powiedziane. Nie musi wszystkim się spodobać. Ważne, żeby było w zgodzie ze mną.
Dlaczego po postawieniu granicy może pojawić się niepokój?
Można mieć nadzieję, że po postawieniu granicy od razu przyjdzie ulga. Czasem przychodzi. Pojawia się oddech, lekkość, poczucie: „wreszcie byłam po swojej stronie”. Ale nie zawsze.
Czasem po powiedzeniu „nie” przychodzi niepokój. Wracanie myślami do rozmowy. Sprawdzanie, czy druga osoba się nie obraziła. Potrzeba napisania jeszcze jednej wiadomości, dopowiedzenia czegoś, wytłumaczenia się bardziej. Może pojawić się też wstyd albo poczucie, że „przesadziłam”, „byłem zbyt ostry”, „mogłam to zrobić inaczej”. To nie musi oznaczać, że granica była zła.
Nieraz to znaczy po prostu, że robimy coś nowego. Coś, czego nasz układ nerwowy jeszcze nie zna jako bezpiecznego. Jeśli przez lata bezpieczeństwo oznaczało zgodę, dopasowanie i unikanie konfliktu, to odmowa może uruchamiać stary alarm. Nawet wtedy, gdy jest spokojna, uczciwa i potrzebna.
W terapii ważne jest, żeby nie oceniać tego niepokoju zbyt szybko. Nie mówić sobie od razu: „skoro czuję winę, to znaczy, że zrobiłam coś złego”. Uczucia są ważne, ale nie zawsze mówią całą prawdę o sytuacji. Czasem bardziej pokazują historię naszych relacji, dawne sposoby radzenia sobie, stare przekonania o tym, co wolno, a czego nie wolno.
Dlatego warto pytać nie tylko: „czy ta druga osoba jest zła?”, ale też: „co we mnie tak bardzo boi się jej niezadowolenia?”. Nie tylko: „czy mogłam powiedzieć to lepiej?”, ale też: „dlaczego tak trudno mi przyjąć, że mogę komuś odmówić?”.
Niepokój po postawieniu granicy może być częścią uczenia się nowego sposobu bycia w relacji. Takiego, w którym jest miejsce nie tylko na potrzeby innych, ale też na moje.
Czego uczymy się w psychoterapii, gdy pracujemy z granicami?
Praca z granicami w psychoterapii nie polega na tym, żeby nauczyć się zawsze mówić „nie”. Nie chodzi też o to, żeby stać się osobą twardą, niedostępną albo obojętną na innych.
Chodzi raczej o odzyskiwanie wyboru.
O zauważanie, kiedy naprawdę chcę powiedzieć „tak”, a kiedy zgadzam się ze strachu. Kiedy pomagam z życzliwości, a kiedy dlatego, że boję się odmówić. Kiedy troszczę się o relację, a kiedy zaczynam rezygnować z siebie, żeby tylko nie poczuć napięcia między mną a drugą osobą.
W psychoterapii możemy przyglądać się temu bardzo konkretnie. Nie tylko ogólnie rozmawiać o asertywności, ale zatrzymywać się przy realnych sytuacjach: rozmowie z partnerem, prośbie rodzica, oczekiwaniu dziecka, nacisku w pracy, wiadomości od znajomej osoby. Sprawdzać, co dzieje się wtedy w ciele, jakie pojawiają się emocje, jakie myśli natychmiast przejmują kontrolę.
Czasem okazuje się, że za trudnością w mówieniu „nie” stoi lęk przed konfliktem. Innym razem potrzeba bycia lubianą albo potrzebnym. Bywa też, że wraca dawne doświadczenie, w którym własne zdanie nie było przyjmowane poważnie. A czasem przekonanie, że na bliskość trzeba zasłużyć, zgadzając się, pomagając, rozumiejąc i nie sprawiając problemu.
W terapii nie chodzi o to, żeby się za te reakcje obwiniać. Raczej o to, żeby je wreszcie zobaczyć. Kiedy coś staje się nazwane, nie musi już tak bardzo działać bez naszej świadomości. Dopiero wtedy można zacząć pytać: jak ja naprawdę chcę być w tej relacji? Bo dopiero wtedy można zacząć pytać: jak ja naprawdę chcę być w tej relacji? Co jest moje? Na co się zgadzam? Gdzie potrzebuję się zatrzymać? Co mogę dać drugiej osobie, nie tracąc przy tym siebie?
Małe „nie” jako początek większej zmiany
Nauka granic rzadko zaczyna się od wielkich decyzji. Częściej od małych sytuacji, które z zewnątrz mogą wyglądać zwyczajnie, a w środku poruszają naprawdę dużo.
Od powiedzenia: „potrzebuję chwili”. Od odmowy spotkania, na które nie mamy już siły. Od nieodebrania telefonu od razu. Od zdania: „nie chcę teraz o tym rozmawiać”. Od zauważenia, że coś jest dla nas za dużo, zanim ciało zacznie krzyczeć zmęczeniem, napięciem albo złością.
Takie małe „nie” może być początkiem większej zmiany. Nie dlatego, że od razu robi się lekko i prosto. Zwykle tak nie jest. Czasem po odmowie nadal pojawia się niepokój, poczucie winy, chęć wycofania się i powiedzenia: „w sumie nieważne, zrobię to”.
I właśnie tam dzieje się coś ważnego. Nie wtedy, kiedy jest już łatwo. Tylko wtedy, kiedy czuję niepokój, a jednak nie porzucam siebie od razu. Można komuś odmówić i zobaczyć, że relacja nie musi się od tego rozpaść. Można sprawdzić, że bycie przy sobie nie jest tym samym, co bycie przeciwko komuś.
To często bardzo delikatny proces. Zwłaszcza jeśli przez lata łatwiej było rozumieć innych niż siebie. Łatwiej było ustąpić, dopasować się, powiedzieć „dobrze”, nawet kiedy w środku pojawiało się zmęczenie albo opór.
Dlatego nie chodzi o to, żeby nagle umieć stawiać granice idealnie. Chodzi raczej o to, żeby coraz częściej zauważać ten moment, w którym coś w nas mówi: „to jest dla mnie ważne”, „nie chcę już tego pomijać”, „potrzebuję potraktować siebie poważnie”. I czasem od takiego małego zatrzymania naprawdę zaczyna się powrót do siebie.
Granice pomagają być bliżej siebie i bardziej uczciwie w relacji
Powiedzenie „nie” nie zawsze przychodzi łatwo. Zwłaszcza wtedy, kiedy przez długi czas w relacjach bezpieczniej było się dostosować. Ustąpić. Zgodzić się, nawet jeśli w środku coś się zaciskało i mówiło: „nie chcę”.
A jednak granice nie muszą oznaczać oddalenia od ludzi. Czasem pomagają być w relacji bardziej prawdziwie. Nie tak, że wybieram: albo ja, albo druga osoba. Bardziej tak, że próbuję zrobić miejsce i dla Ciebie, i dla siebie.
W terapii Gestalt dużo uwagi poświęcamy właśnie temu momentowi. Czy jestem jeszcze w kontakcie ze sobą, kiedy jestem z drugim człowiekiem? Czy czuję, czego chcę, gdzie mam zgodę, a gdzie już zaczynam znikać?
Bo ucząc się mówić „nie”, nie uczymy się tylko odmawiania. Uczymy się zauważać siebie. Swoje zmęczenie, napięcie, złość, niechęć, potrzebę odpoczynku albo spokoju. Uczymy się nie odsuwać tego od razu na bok.
I czasem zmiana zaczyna się naprawdę cicho. Od małej granicy. Od zdania, które na początku brzmi trochę obco. Od poczucia winy, które jeszcze się pojawia, ale nie musi już nami całkowicie kierować.
Z czasem takie „nie” nie musi już brzmieć jak coś przeciwko komuś. Bardziej jak coś po swojej stronie. Jak mały sposób wracania do siebie.
Autorka: Anna Przybyszewska
Jestem psycholożką, certyfikowaną psychoterapeutką Gestalt (certyfikat EAGT), psychoterapeutką Core Energetics w trakcie szkolenia, terapeutką Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (I i II stopień) oraz certyfikowaną trenerką FamilyLab Association.Jestem pasjonatką rozwoju osobistego i towarzyszenia innym w życiu w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami.
Jestem psycholożką, certyfikowaną psychoterapeutką Gestalt (certyfikat EAGT), psychoterapeutką Core Energetics w trakcie szkolenia, terapeutką Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (I i II stopień) oraz certyfikowaną trenerką FamilyLab Association.Jestem pasjonatką rozwoju osobistego i towarzyszenia innym w życiu w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami.
Przestrzeń Centrum Psychoterapii - profesjonalna pomoc psychologiczna i psychoterapia w Warszawie na Ursynowie.
Od 2005 roku wspieramy dzieci, młodzież, rodziców i dorosłych w odkrywaniu wewnętrznych zasobów, budowaniu autentycznych relacji i pełnym doświadczaniu życia. Psychoterapia indywidualna, warsztaty i grupy wsparcia w bezpiecznej, przyjaznej przestrzeni.
Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Funkcjonalne
Zawsze aktywne
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Statystyka
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Marketing
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.